sobota, 28 czerwca 2014
ROZDZIAŁ 8
-Dzień dobry Caroline.
-Dzień dobry.- uśmiechnęła się do mężczyzny promiennie.
-Klaus wyszedł...zjeść, chociaż nie wiem czy tak powinienem to ująć. Miałem cię o tym poinformować.
-Dziękuje. Poczekam tutaj na niego.
-Dobrze jak coś będziesz potrzebować daj znać.- powiedział i wyszedł z pomieszczenia. Care zastanawiała się jak powiedzieć
przyjaciółkom o tym że zakochała się w pierwotnej hybrydzie. Na jedno kochała go, ale jej przyjaciele też wiele dla niej znaczyli. Jej przemyślenia przerwało pukanie do drzwi. Do pokoju wszedł Klaus. Dziewczyna wstała z łóżka i stanęła przed nim.
-Hey, Caroline! -powiedział uśmiechając się do blondynki. Ta pocałowała go czule.
-Hej!
-Mam pomysł jak odzyskać zaklęcie...-chciał coś mówić ale przerwała mu Caroline:
-Klaus. Możemy na jeden dzień zapomnieć o wszystkich zmartwieniach? Zależy mi na tym. To jest nasz dzień- rzekła i pocałowała go po raz kolejny.
-Jak sobie życzysz kochana.- powiedział przerywając pocałunek a później wracając do tej czynności.- Zabiorę cię więc w pewne miejsce.
-Gdzie?-zapytała zaciekawiona.
-Zobaczysz.- powiedział i uśmiechnął się po czym złożył jej na ustach krótki pocałunek.- wyszykuj się będę czekać na dole. Chciał wyjść ale dziewczyna szybkim ruchem złapała go za rękę, obrociła w swoją stronę i pocałowała namiętnie.
-Mam się do tego przyzwyczaić?- zapytał patrząc jej prosto w oczy i obejmując ją.
-Koniecznie.- rzekła i pocałowała go w policzek kierując się w stronę szafy. Pierwotny wyszedł z pomieszczenia a dziewczyna ubrała się w jasnoniebieską sukienkę do kolan i czarne baletki. Blond włosy opadły jej na ramiona. Była gotowa iść gdziekolwiek z Klausem. Przy nim czuła się bezpieczna mimo że każdy się go bał. Poprawiła sukienkę i ruszyła po schodach na dół. Gdy Klaus zobaczył dziewczynę na schodach był zafascynowany.
-Wyglądasz cudownie.- powiedział cały czas się w nią wpatrując.
-Dziękuje.- uśmiechnęła się i trzymając za rękę pierwotnego wyszła z domu.
-To powiesz mi gdzie idziemy.-zapytała zniecierpliwiona.
-Zobaczysz jak będziemy na miejscu.- zapewnił.
-A czemu nie możesz powiedzieć mi teraz?- spytała już lekko podirytowana.
-Uwielbiam jak się złościsz kochana.- powiedział trzymając jej twarz w swoich dłoniach po czym złożył na jej ustach krótki pocałunek i założył kosmyk jej włosów za ucho. Dziewczyna odpowiedziała:
-Przekonałeś mnie. Poczekam.- rzekła i pocałowała go namiętnie. Bardzo pragnęli swojej bliskości, jednak tą cudowną chwilę przerwał im pewien głos.
-Ekhem... nie chciałabym przeszkadzać, ale co to ma do cholery znaczyć?!- ich oczom ukazała się Elena. Była wściekła na ich obojga. -Zahipnotyzowałeś ją! Przyznaj się zahipnotyzowałeś ją! Nie chciała mieć z tobą nic do czynienia więc ją sobie bezczelnie przywłaszczyłeś! Teraz ją wykorzystujesz prawda?! Caroline na to nie zasłużyła! Zostaw ją w spokoju!
-Eleno! On mnie nie zahipnotyzował. Po prostu... był przy mnie blisko i był w stanie stracić życie dla mnie. Poświęcił się dla mnie. Wiesz co to znaczy... Zdałam sobie sprawę że on mnie kocha, a ja kocham go równie mocno. Ja nie umiem wytłumaczyć jak... to stało się szybko, ale jestem teraz szczęśliwa. Obok niego. Czując jego bliskość. Tego się nie da opisać.
-Ale jak?! Jak mogłaś pomyśleć że taki potwór się w tobie zakocha?!
-Miłość nie wybiera Eleno. Caroline. Nasze wyjście przełożymy na inny dzień. Oczywiście jeśli zechcesz.- powiedział smutno i ucałował dziewczynę w policzek po czym w wampirzym tempie dotarł do rezydencji.
- I ty na to Care pozwalasz?! Żeby cię omamił wykorzystał i rzucił?! On jest zły!-krzyknęła Elena.
-Nie dla mnie! A teraz pozwól, pójdę do mojego ukochanego, który wcale nie jest takim potworem za jakiego każdy go uważa.- powiedziała zdenerwowana Care i pobiegła do Klausa. Nie czekając otworzyła drzwi i weszła do środka
-Caroline. Nie powinnaś ustalać teraz z twoją przyjaciółką, że nie powinnaś spotykać się z potworem?
-Klaus! Nie jesteś potworem. Nigdy nie pomyślałam tak o tobie.
-Zabiłem więcej ludzi niż sobie wyobrażasz!
-Każdy ma za sobą jakąś historię i nikt jej nie zmieni.
-Jestem potworem Caroline! Nie zmienisz tego.
-Więc... kocham potwora! I tego też nie zmienisz. - rzekła Caroline i już po chwili stała przyparta do ściany.
-Nie powinnaś tu przychodzić.- rzekł groźnie pokazując swoje kły.
-Powinnam, a wręcz musiałam.
-Więc źle zrobiłaś.- rzekł i przystawił swoje kły do szyi dziewczyny. W jednej chwili Caroline wystraszyła się. Chciała krzyczeć wiedząc, że zaraz poczuje ból wywołany ugryzieniem. Dziewczyna zamknęła oczy, myśląc, że rzeczywiście źle zrobiła przychodząc, ale po chwili zmieniła zdanie. Poczuła na szyi pocałunki pierwotnego. Jego oddech sprawiał, że traciła zmysły. Przyciągnęła go bliżej siebie. Spojrzała mu prosto w oczy i rzekła:
-Tak nie zachowałby się potwór.- sekundę później zaczęła go namiętnie całować zrywając z niego po kolei ubrania. On nie był jej dłużny. Okazało się, że ten dzień nie będzie jednak całkowicie stracony.
*****************
Witajcie! <3 Ten rozdział też jest krótki, ale będę dodawać częściej krótsze rozdziały. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Jak myślicie co może stanąć pomiędzy Klausem, a Caroline? Co wniesie Elena w ich związek?Piszcie! Następny rozdział powinien pojawić się za 2/3 dni. Poooozdrowionka!
:D
czwartek, 26 czerwca 2014
ROZDZIAŁ 7
Caroline siedziała na podłodze i płakała. Nie nad tym, że porwała zaklęcie i jej życie leży w rękach Klausa, ale dlatego, że bała się, że pierwotny ją zostawi. Do domu wszedł Klaus. Ujrzał płaczącą Care i przytulajacą ją Bex. Po chwili spostrzegł leżące kawałki papieru na dywanie.
-Nie, nie, nie, nie. Proszę powiedz że tego nie zrobilas?! Caroline! Czemu zniszczyłas swoje szanse na normalne życie?!
-Idioto! Ona zrobiła to dla ciebie. Nie chciała byś wyjeżdżał. Ty jej nawet nie wysluchałeś! Jedyne co mogła zrobić to zatrzymać cię siłą. Wiedziała, że jeśli zniszczy zaklęcie nie wyjedziesz! Zrobiła to dla ciebie!!!- wykrzyczala Rebekah. Jeśli nie chodziłoby o Caroline wylądowałaby za te słowa ze sztyletem w sercu w trumnie. Pierwotny jednak wiedział, że jego siostra ma rację.
-Na co czekasz?! Nie chciałeś by płakała przez ciebie, a teraz własnie jej na to pozwalasz!
-Ja... przepraszam Caroline. To moja wina.- powiedział i podszedł do dziewczyny po czym przytulił ją.- Przepraszam. Proszę wybacz mi. Zachowałem się najgorzej jak mogłem na świecie.- Caroline wtuliła się w niego, uniosła głowę i spojrzała na niego błagającym wzrokiem.
-Proszę, nie wyjeżdżaj, nie zostawiaj mnie.
-Nie wyjadę Caroline. Obiecuje! Chodź.- wziął ją na ręce i zaniósł do swojej sypialni. Położył ją na łóżku po czym odsłonił swój nadgarstek i nakazał pić. Rana wyglądała koszmarnie, ale już po chwili nie było po niej śladu. Zmęczona dziewczyna mimo wczesnej pory położyła się spać. Cały czas siedział przy niej pierwotny.
-Kto by pomyślał? Nasz brat i ta krucha blondynka.- rzekł Elijah do siostry.
-Nie jest taka krucha jak się wydaje.Caroline w końcu ulegnie. Widziałeś co była zdolna zrobić dla Nika.
-W końcu będą razem. Szczęśliwi. Wiem to. Nie da się nie zauważyć tego uczucia jakim darzą się nawzajem.
-Pytanie teraz co z Caroline.Zniszczyła zaklęcie.- powiedziała niepewnie Bekah.
-Klaus znajdzie sposób. Za bardzo ją kocha by sie poddał. Nasz brat nigdy się nie poddaje. Tymbardziej jeśli chodzi o Care.- powiedział Elijah z pewnością.
Klaus wszytko podsłuchiwał. Wiedział że to prawda. Nie podda sie. Caroline jest jego największym i najcenniejszym skarbem. Musiał czekać ponad 1000 lat by znaleść miłość swojego życia. Nie mógłby tak po prostu odpuścić. Po jakimś czasie dziewczyna obudziła się i zobaczyła czuwającego przy niej Klausa. Był już wieczór.
-Długo spałam?-zapytała.
-Jakieś 5 godzin.-powiedział i złapał dziewczynę za rękę.
-I ty cały czas tu byłeś?-spytała zdziwiona.
-Tak, Caroline. Byłem tu cały czas.- odpowiedział.
-Nie musiałeś, nic by mi się nie stało.
-Wyglądałaś tak...pięknie i uroczo. Nie mogłem się napatrzeć.-rzekł szczerze.
-Dziękuje...- powiedziała mocniej ściskając rękę pierwotnego. Ten nie wiele myśląc położył się koło niej. Ona wtulila się w niego i chwilę potem poczuła jak Klaus głaska ją po włosach. Zamknęła oczy ciesząc się chwilą i zaraz usłyszała jak drzwi do pokoju się otwierają. Otworzyła oczy i spojrzała na Rebeke która właśnie pojawiła się w pokoju.
-Jak się czujesz Care?- zapytała troskliwie.
-Cudownie.-rzekła.
-To dlatego, że mój brat leży koło ciebie, czy... czekaj... nie ma innego wytłumaczenia twojego świetnego samopoczucia.- powiedziała Bekah. Care tylko spojrzała na nią znacząco. Ta usmiechnela się przepraszajaco.
-Już wam nie przeszkadzam kochani- rzekła głośno.- a raczej zakochani biorąc pod uwagę...-dodała, ale Care jej przeszkodziła:
-Rebekah!- na te słowa pierwotną wyszła z uśmiechem na twarzy, a Klaus głośno się zasmiał.
-Twoja siostra jest nie do zniesienia.-powiedziała szeroko się uśmiechając.
-Cóż, pewnie będziesz się tego wypierać, ale wiem że miała rację i w głębi duszy ty też wiesz.- na te słowa Caroline nie chciała odpowiadać.
-Pozwól że się odświeżę.- powiedziała po czym weszła do łazienki. Wzięła długą odprężającą kąpiel. Tego jej brakowało. Nie jeden śmiertelnik marzył o kąpieli w takiej wannie. Każdy szczegół łazienki był idealnie dopasowany, ale czego można było się spodziewać w rezydencji Mikaelsonow. Po dlugiej kąpieli ubrała się w krótką koszule nocną i wyszła z pomieszczenia.
-Muszę się napić. - rzekła i skierowala się do półki z alkoholami. Wybrała szkocką i nalała sobie do naczynia po czym wyszła na balkon. Było chłodno. Mimo że jako wampir nie odczuwala zmian temperatur to Klaus który pojawił się za nią otulił ją kocem. Ta tylko spojrzała na pierwotnego i usmiechnela się do niego. Sekundę później oparła głowę na ramieniu stojącego obok mężczyzny i chwilę się zastanowiła po czym rzekła:
-Podjęłam decyzję.
-Jaką decyzję?- chciał coś jeszcze powiedzieć, ale Caroline zamknęła mu usta pocałunkiem. Nie musiała długo czekać by Klaus odwzajemnił pocałunek. Care przyciągnęła go jak najbliżej siebie i położyła ręce na jego torsie. Ręce pierwotnego błądziły po plecach dziewczyny. To był najlepszy pocałunek jakiego kiedykolwiek doświadczyli w swoim życiu. Myślała, że Klaus od razu rzuci ją na łóżko, ale tak nie było. To ją mile zaskoczyło. Był wobec niej czuły i troskliwy. Dopiero teraz wiedziała co czuje do niej pierwotny.
-Dobranoc kochanie.- powiedział i wyszedł z pokoju. Caroline jeszcze przez chwilę stała nieruchomo. Później dotknęła ust i zamknęła oczy przypominając sobie ten jedyny w swoim rodzaju pocałunek. Wiedziała że dziś nie prędko uśnie nie tylko przez to że spała w dzień. Usiadła na fotelu umieszczonym w rogu balkonu. Usmiechała się. Pierwszy raz w życiu była tak bardzo szczęśliwa. Wzięła zapałki i zapaliła świeczki po czym zgasila światło. Lekki wiaterek wpadajacy przez otwarte okna i drzwi balkonowe oraz lawendowy zapach swieczek sprawił że dziewczyna otulona miękką poscielą zasnęła...
*********
Ten rozdział jest wyjątkowo krótki, ale postaram się by następny był dłuższy. Tym razem nie będę narzekać ze względu na Soul XD Proszę o komentarze :D Wydaje się że Caroline i Klaus będą szczęśliwi, ale już niedługo się to zmieni.
<3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3
środa, 25 czerwca 2014
ROZDZIAŁ 6
Ten rozdział dedukuję kochanej Soul <333
Caroline płakała wtulona w pierwotnego. Ani trochę jej to nie przeszkadzało. Wiedziała że tylko on potrafi ją pocieszyć.
-Tak mogłoby być zawsze. Wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć, że we mnie znajdziesz wsparcie. Proszę tylko byś nie płakała. To boli mnie bardziej niż jakiekolwiek inne cierpienie fizyczne. Nie płacz kochana. Proszę przestań płakać...-rzekł do niej Klaus
-Nie przestanę płakać bo wtedy przestaniesz mnie przytulać.- powiedziała jeszcze bardziej się w niego wtulając. Pierwotny uśmiechnął się.
-Jeśli chcesz możemy tak siedzieć do rana. Mi pasuje, ale sądzę, że powinnaś iść spać.- rzekł Klaus. To co usłyszał w odpowiedzi przewyższylo wszystkie jego oczekiwania.
-Więc połóż się ze mną.- poprosiła blondynka. Klaus wstał i podał rękę wampirzycy. Ta z jego pomocą również podniosła się z podłogi. Już po chwili leżeli przytuleni do siebie.
-I pomyśleć, że mnie nienawidzisz. -powiedział pierwotny z sarkazmem. Po chwili odezwała się Care:
-Dziękuje.- po jej policzku spłynęła łza. On szybko ją starł i jeszcze bardziej ją przytulajac rzekł:
-Dobranoc, Caroline.
Po chwili i on usnął. Całą noc spali przytuleni do siebie. Rano do pokoju zajrzala Rebekah. Na ich widok szeroko się uśmiechnęła i delikatnie zamknęła drzwi. Zeszła na dół i zobaczyła Elijah stojącego przy wejściu.
-Elijah!-krzyknęła szybciej zbiegając po schodach i przytulila brata.
-Witaj siostro.- uśmiechnął się.- Widzę, że Niklaus znalazł miłość swojego życia.- dodał po chwili.
-Można tak powiedzieć, ale miłość jego życia jest uparta i nie chce sie przyznać do tego że go kocha.- rzekła blondynka.
-Trudno w to uwierzyć wiedząc, że śpią teraz razem na górze.- powiedział wskazując na sufit. Rodzeństwo roześmiało się.
-Powiedzmy, że ją pociesza. Nasz brat nie zabija. I to dlaczego? Nie dlatego, że nie żyje, a dlatego, że się zakochał.- powiedziała Bekah i oboje głośno sie roześmiali.
Tym czasem w pokoju leżał Klaus. Przytulał do siebie śpiącą blondynkę, która jako poduszkę użyła torsu pierwotnego.
Po chwili obudziła sie i spojrzała na Klausa.
-Obgadują nas.- rzekła Caroline udawając oburzenie. Klaus zasmiał się i chciał wstać ale dziewczyna pociągnęła go za rękę.
-Aż tak ci źle leżeć że mną?- zapytała
-Wręcz przeciwnie, kochana, jednak chcesz by moje rodzeństwo zobaczyło cię w piżamie?- spytał ją siedząc na łóżku.
-Szczerze to mnie to nie obchodzi w tej chwili. - odpowiedziała blondynka. Pierwotny uśmiechnął się patrząc na szczęśliwą dziewczynę. Nie potrafił jej odmówić. Nawet nie chciał odmawiać.
-To twój pomysł. Nie życzę sobie później wyrzutów z tego powodu.- powiedział z udawanym obużeniem.
-Nie będzie takiej potrzeby. Nie robimy nic złego.- odpowiedziała. Jeszcze niedawno nie pozwoliła mu się nawet dotknąć, a teraz prosiła by leżał z nią i ją przytulał.
-Musisz mi coś obiecać.- powiedzial Klaus patrząc w oczy blondynce.-Nigdy nie będziesz płakać z mojego powodu. Nienawidzę jak placzesz, a jeszcze gdy to ja jestem powodem to już dla mnie najgorsza tortura.
-Ty nic nie rozumiesz, prawda?- powiedziała a on tylko spojrzał na nią pytajaco.
-Nie płakałam przez ciebie tylko przez siebie. Przez to jacy są moi bliscy. Przez to że nigdy nie będę przez nich szczęśliwa... jednak to moi przyjaciele. Byli przy mnie zawsze do tej pory. Nie chcę by cokolwiek zmieniło nasze relacje.
-A tym "cokolwiek" jest moja miłość do ciebie i twoja do mnie. Wolisz być nieszczęśliwa niż żeby twoi "przyjaciele" cię opuścili. Jakby to byli prawdziwi przyjaciele nie kazaliby ci wybierać. Caroline przejrzyj na oczy.Podporządkowujesz się im mimo tego, że ma to się skończyć twoim nieszczęściem. Zawsze pragnąłem i będę pragnął twojego szczęścia, ale problem w tym że ty nie chcesz być szczęśliwa. Czego się boisz?! Zaryzykuj. Bądź szczęśliwa. Bierz co chcesz. Jesteś wampirem. Jeśli cokolwiek sprawi byś była szczęśliwa zrobię wszystko by tak się stało. Nawet wyjadę, zostawię to miasto daleko za sobą, ale muszę wiedzieć że będziesz szczęśliwa.
-Więc wyjedź! Zostaw mnie i pozwól mi o tobie zapomnieć. - krzyknęła.
-Skoro tego chcesz, tak zrobię. Albo wiesz co? Nie! Nie dbam o nic. Jestem egoistą i na niczym ani nikim mi nie zależy. Wiem, że jeśli tego teraz nie zrobię nie będzie lepszej okazji.- podbiegł do Caroline i pocałował ją. Na początku zmieszana nie wiedziała co się dzieje. Po chwili odwzajemnila pocałunek. Nie obchodziło ją nic. Przyjaciele, nic zupełnie nic. Pozwoliła sobie na chwilę szczęścia. Nie martwilo ją nic. Ta ich chwila, tylko ich, trwała sekundę, minutę, może godzinę. To był ich czas na który zaslugiwali w zupełności. Po chwili przerwał pocałunek i powiedział:
-Problem w tym że nie mogę być egoistą w związku do ciebie. -zamknął oczy po jego policzku splynela łza. Po chwili zeszedl na dół a za nim dziewczyna.
-Wykonamy zaklęcie i wyjeżdżam. Pozwolę ci o mnie zapomnieć. -mówił szybko. Za nim zbiegła dziewczyna. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć jego już nie było. Pobiegł po czarownicę. W tym momencie Caroline zdała sobie sprawę jak bardzo spieprzyla sprawę. Zaczęła płakać. Wiedziała że pierwotnego nic nie zatrzyma. Wyjedzie.Po chwili podbiegla do niej Rebekah i powiedziała:
-Napewno jest coś co go tu zatrzyma. Nie mam pojęcia co, ale on zrobi dla ciebie wszystko...
-...i nie pozwoli bym umarła.- dokonczyla Care. Nie wiele myśląc podbiegla do stolika i porwała kartkę z zaklęciem na mnóstwo kawaleczkow.
-Coś ty zrobiła?!-krzyknęła Rebekah.
-Zatrzymalam go w mieście.Nie zostawi mnie tutaj skazaną na śmierć.
*************
Heyy! Rozdział (muszę to napisać Soul, wybacz) nie wyszedł mi tak jak chciałam. 7 jest już napisany, ale postanowiłam dodać go jutro. Proszę o komentarze, bo chce wiedzieć czego oczekujecie od tego bloga. Dziękuje <3 Kocham
poniedziałek, 23 czerwca 2014
ROZDZIAŁ 5
-Hej, kochana. Jak się spało? - zapytał delikatnie się uśmiechając
-Bardzo dobrze.- rzekła jeszcze bardziej się w niego wtulając.
-I co teraz? Będziesz udawać że nic między nami nie ma? Będziesz mnie nienawidzić choć tak naprawdę kochać? Będziesz podporządkowywać się twoim znajomym?- zapytał Klaus i uśmiech z jego twarzy nagle znikł. Care zauważyła to jak posmutniał. Cierpiał. Cierpiał przez to że dziewczyna cały czas go raniła . Chociaż spanie z nim w jednym łóżku na pewno nie można zaliczyć do tortur dla pierwotnego.
-Nie. Teraz zrobię to co chciałam zrobić już dużo wcześniej. - powiedziała i pocałowała go namiętnie. Chwilę potem się ocknęła. To wszystko to był sen. Caroline śniła o tym jak całowała pierwotnego. Przebudziła się i spojrzała w stronę Klausa. Ten uśmiechnął się i objął ją mocniej.
-Hej! Wyspałaś się już? Jest dopiero 6:00.- powiedział patrząc głęboko w jej oczy.
-Tak już się wyspałam. Ten czas mogę wykorzystać o wiele lepiej.- rzekła odwracając głowę by nie patrzeć w oczy Klausa.
-Co proponujesz?- zapytał wstając.
-Na przykład sprawienie że mój sen okaże się rzeczywistością.- mówiła jeszcze lekko zaspana.
-A co ci się śniło?- rzekł zaciekawiony.
-Nie powiem ci. Z resztą nie ważne.- powiedziała uśmiechając się do Klausa.-Idę coś zjeść.
-Mam lepszy pomysł. Ja pójdę zrobię ci śniadanie i ci je przyniosę tutaj a ty trochę jeszcze odpocznij.- rzekł z troską rzucając jej to spojrzenie, które było przeznaczone tylko i wyłącznie dla Caroline. Ta tylko kiwnęła głową na znak że się zgadza. Już po chwili przyszedł pierwotny z naleśnikami. Podał jej śniadanie i usiadł obok niej. Gdy zjadła odłożyła naczynia na stolik i rzekła:
-Dziękuje.
-Nie ma za co.- powiedział i już miał wychodzić z pokoju kiedy przerwała mu Caroline.
-Chcesz wiedzieć co mi się śniło? To co zrobię za chwilę nie może mieć więcej miejsca ale muszę to zrobić. Muszę przyznać się do tego co czuje.- rzekła szybko po czym pocałowała pierwotnego. Ten objął ją w talii i przyciągnął bliżej siebie. Ona zarzuciła mu ręce na szyję i wplotła dłonie w jego włosy. Po dłuższym momencie przerwała pocałunek i rzekła:
-To właśnie mi się śniło.
Gdy Klaus w natychmiastowym tempie opuścił pomieszczenie usiadła na łóżku pisząc SMS-a do Eleny: "Możemy się spotkać? Musimy koniecznie pogadać." Już po godzinie Caroline czekała na Elenę na ławce w centrum Mystic Falls. Po chwili obok niej pojawiła się brunetka.
-Hej! Przepraszam, że tak długo się do ciebie nie odzywałam. Byłam strasznie zajęta. Gdzieś ty się podziewała? Byłam u ciebie w domu, ale twoja mama tylko mówiła że nie wie kiedy wrócisz i że nic ci nie jest. Martwiłam się o ciebie.- rzekła Elena i przytuliła do siebie przyjaciółkę.-Więc o czym chciałaś mi powiedzieć?-dodała.
-Więc...to trudno powiedzieć, ale cały ten czas mieszkałam z...Klausem. Teraz już nieżyjąca dziewczyna Tylera mnie ugryzła i... Klaus mnie uleczył, ale ta rana nadal się pojawia. Muszę więc co jakiś czas pić krew Klausa.- tłumaczyła blondynka.
-Ale o tym że się z nim całowałaś to już nie wspomnisz co nie?- powiedział znajomy głos z tylu. Obie w tym samym czasie obróciły się i powiedziały:
-Kol?!
-Mi też miło was widzieć. Szczególnie ciebie Care. Sama wiesz dlaczego. -uśmiechnął się zadziornie.- Dobrze już wam nie przeszkadzam, no do zobaczenia blondi.-dodał i znikł.
-Co on tu do cholery robi?!- zapytała brunetka.
-Nie mam pojęcia.- odpowiedziała jej przyjaciółka.
-Czekaj Caroline...co on powiedział? Czy ty...? Naprawdę całowałaś się z Klausem?- zapytała zdziwiona.
-Tak jakby... Wiem to był błąd największy błąd w moim życiu, ale... nie mogę dłużej mówić że nic do niego nie czuję, bo tak nie jest.-powiedziała szybko Caroline.- Boję się. Boję się że jeśli mu zaufam, on mnie tylko wykorzysta i potraktuje jako jedną ze swoich zabawek.-mówiła starając nie patrzeć się na przyjaciółkę.
-Ja...nie wiem co mam powiedzieć. Ty i Klaus. Nawet jeśli chciałabym ci pomóc to nie potrafię, ale jestem pewna, że Klaus nie ma uczuć i nie mógłby się w tobie zakochać.- rzekła brunetka.
-Bez obrazy Eleno, ale to co powiedziałaś jest tak żałosne i głupie że na miejscu Caroline więcej bym się do ciebie nie odezwał. - powiedział Damon podchodząc do dziewczyn z uśmiechem na twarzy.
-Czy my dzisiaj spokojnie nie pogadamy? A co ty możesz wiedzieć Damon? Nie wtrącaj się.- rzekła Elena.Damon objął ramieniem blondynkę i powiedział pewnie:
-Zdziwiłabyś się. Tak jakby podsłuchałem rozmowę Klausa z jego cudownym, szlachetnym, perfekcyjnym bratem. Wyraźnie rzekł że kocha Caroline i będzie z nią choćby miał na to czekać wiek czy dwa.
- Jego niedoczekanie. Chodź Caroline.- powiedziała Elena.
-Nie mogę uwierzyć w to jak się zachowujesz Eleno.- krzyknęła z oburzeniem.- Nie mam zamiaru nigdzie z tobą iść. Za to ty Damon, co powiesz na... coś mocnego? Myślę że Klaus się nie obrazi jeśli weźmiemy z jego kolekcji alkoholi kilka butelek.
-Nie mogę uwierzyć w to co mówisz! Czy ty właśnie przyznałaś mu rację?!- powiedziała Elena opierając się o kolumnę.
-Hmm...nie. Ja po prostu twierdze że to co powiedział jest prawdopodobne, a jest tylko jeden sposób by się tego dowiedzieć. Miłego dnia Elena.- rzekła pewnie Care łapiąc za rękę Damona i ciągnąć go w stronę rezydencji.
-Czekaj... Elijah jest w MF?- zapytała niepewnie blondynka.
-A znasz jeszcze jakiegoś innego szlachetnego Mikaelsona? - powiedział Damon puszczając towarzyszce oko. Oboje byli już przy posiadłości. Caroline czuła się tutaj już jak u siebie. Pewnie otworzyła drzwi i przekroczyła próg. Po chwili podszedł do niej Klaus i powiedział:
-Mogę cię na sekundę?
-Jasne.- oboje skierowali się do sypialni Care.
-Twoja rana nie wygląda dobrze. Obiecuje że dzisiaj zajmę się zaklęciem, ale teraz...- powiedział Klaus, ale zanim zdarzył cokolwiek powiedzieć Caroline trzymała go przy ścianie i wbiła kły w jego szyję. Cały czas chciała więcej i więcej ale wiedziała że nie może sobie na to pozwolić. Widziała jak rana na ręce znowu znika, ale jak wiadomo nie na długo. Spojrzała mu prosto w oczy i powiedziała zupełnie bez zastanowienia:
-Gdyby nie to że Damon nas podsłuchuje...-pierwotny uśmiechnął się i wyszedł razem z Care z pokoju. Dziewczyna od razu skierowała się do Damona, a Klaus poszedł kogoś sobie upolować.
-Skąd wiedziałaś że podsłuchuje?-zapytał Damon dalej się uśmiechając.
-Znam cię bardziej niż myślisz.- odpowiedziała pewnie.
-Klausa nie ma więc możesz powiedzieć mi co TY czujesz do niego.- rzekł patrząc w oczy dziewczyny.
-Czemu tak bardzo chcesz to wiedzieć?-powiedziała lekko oburzona.
-Czemu ty tak bardzo nie chcesz tego powiedzieć?- odpowiedział pytaniem na pytanie. Do pokoju weszła Rebekah i powiedziała:
-Właśnie Caroline. Powiedz to! Ukrywanie tego nic ci nie da.
-Ja go kocham okey? Jak jestem przy nim zapominam o wszystkim. Ale...ja nie wiem co czuje on. Może po prostu chce się mną pobawić, a potem rzucić w kąt. To Klaus! Jest nieprzewidywalny. Nasz związek jest skazany na niepowodzenie. - rzekła Caroline ze łzami w oczach. Rebekah natychmiast ją przytuliła. Damon spojrzał na Care z przykrością.
-Musisz się więc dowiedzieć co czuje. Jeśli będziecie się nawzajem ranić żadne z was nie będzie szczęśliwe.- rzekł Damon podchodząc do stolika i nalewając sobie alkohol.
-Może masz rację. Ale jak mam to zrobić?- powiedziała Caroline zabierając szklankę Damonowi.
-Chyba mam pomysł.- wtrąciła się Rebekah.- Musisz być umierająca. Klaus nie ratuje byle kogo. Będę udawać że chcę cię zabić. Kiedy on wejdzie, albo mi na to pozwoli, albo uratuje ciebie wbijając mi sztylet w serce. Jeśli jednak nie zareaguje powiemy wszystko Klausowi, o naszym planie.
-Poświęcisz się dla mnie? Jesteś gotowa narazić się na przebicie sztyletem dla mnie?- spytała zdziwiona Caroline.
-Zdecydowanie tak. Poza tym mam nadzieję, że gdy się okaże że cię kocha, a będzie tak na pewno, to wyciągniesz że mnie ten głupi sztylet. - uśmiechnęła się.
-Kto by pomyślał? Wy dwie. Najlepsze przyjaciółki. Wzruszające.- rzekł Damon cały czas przyglądający się dziewczynom.
-Zamknij się!-powiedziała.- Czekaj! Gdzie jest Kelly? Skoro nie ma Klausa ani Kelly to... o mój boże! Oni poszli po zaklęcie. Czemu mi nie powiedział?! Jeśli coś mu się stanie... musimy go znaleźć.- mówiła szybko Care.
-Spokojnie. Jestem pewna, że sobie poradzi. To Klaus!- rzekła pierwotna.
-Mam zaklęcie.- powiedział nadal obejmując dziewczynę.
-Nie obchodzi mnie żadne zaklęcie. Pozwolisz mi się nacieszyć tym że żyjesz?!- rzekła lekko zmieszana. Damon, Kelly i Rebekah patrzyli się na wszystko z zaciekawieniem. Care w końcu puściła pierwotnego i spojrzała na kartkę która Niklaus trzymał w ręce. Pierwotny podał jej niewielki kawałek papieru. Ona odłożyła go na stolik jakby to miało oznaczać: "Zajmiemy się tym potem".
-Zostawmy ich samych. - powiedziała Bekah uśmiechając się do Caroline. Kelly postanowiła wyjechać z Mystic Falls. Uciec od wszystkiego. Salvatore wraz z pierwotną poszli do baru. Po chwili Care dostała SMS-a od Bex:"Potrzebujesz jeszcze jakichś dowodów na to że mu na tobie zależy?" Dziewczyna odpowiedziała sobie od razu na to przecząco po czym schowała telefon do kieszeni.
-Klaus! Dlaczego do cholery nie powiedziałeś mi że idziesz po zaklęcie? Okłamałeś mnie! - krzyczała lekko wkurzona.
-Wszystko co robię, robię dla ciebie. Wiem, że jeśli tylko będzie już z tobą w porządku wymażesz mnie że swojego życia, ale chcę żebyś była szczęśliwa i obiecuje że tak się stanie.- tłumaczył pierwotny.
-Nie wymaże cię że swojego życia! Nie zrobię tego dopóki ty sam się nie wymażesz!- powiedziała, albo nawet krzyknęła do Klausa. Ten podbiegł do niej i pocałował ją trzymając jej twarz w rękach. Ona przyciągnęła go bliżej.
-Obiecuje że nigdy cię nie zostawię.- powiedział i wrócił do poprzedniej czynności. Pocałunek był przepełniony szczerą miłością. Pragnęli być przy sobie cały czas,ale...właśnie ale. Zawsze jest jakieś ale.
-Klaus.-zrobiła chwilę przerwy.-Nie możesz mnie tak cały czas całować. Ja chcę...to znaczy...nigdy nie uznałabym TEGO jako błąd, ale... to złe.- powiedziała nie patrząc na niego, bojąc się, że gdy na niego spojrzy znowu się zatraci.
-To złe, że mnie kochasz czy, że jesteś szczęśliwa?- zapytał smutno nie oczekując odpowiedzi. Wyminął Care i wyszedł z pokoju. Gdy tylko przekroczył próg swojej sypialni po jego policzku spłynęła łza. Caroline stała w tym samym miejscu długi czas. Zastanawiała się nad tym co powiedział pierwotny. Tak kochała go i była szczęśliwa, ale na pewno nie było to złe. Chciała iść do jego sypialni i rzucić go na łóżko, ale nie mogła. Myślała o tym co pomyśli Elena, Bonnie, jej mama. Zaczęła płakać. Uklęknęła i schowała twarz w dłonie płacząc.
-To, że nie chcesz się przyznać do tego że mnie kochasz i udajesz że nic do mnie nie czujesz, co nie powiem cholernie boli, nie oznacza że pozwolę ci płakać.- usłyszała za sobą brytyjski akcent. Klaus pochylił się nad nią i wytarł jej kciukiem łzy po czym nie wiele myśląc przytulił ją. Siedzieli za podłodze. On przytulał ją do siebie. Nie chciał by płakała. Mimo, że go zraniła nie potrafił jej nienawidzić. To była Caroline. Jego Caroline. Ona jeszcze o tym nie wiedziała, jednak pierwotny miał nadzieję że w końcu to zrozumie. Po chwili nie puszczając dziewczyny szepnął jej do ucha:
-Tak mogłoby być zawsze. Wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć, że we mnie znajdziesz wsparcie. Proszę tylko byś nie płakała. To boli mnie bardziej jakiekolwiek inne cierpienie fizyczne. Nie płacz kochana. Proszę przestań płakać...
Kurcze popłakałam się przy pisaniu końcówki. Nie wiem czy wyszła tak jak bym chciała, ale to jak miało wyjść zmusiło mnie do płaczu. W pewnym momencie tak sobie myślę: "Kurde przestań ryczeć. To tylko opowiadanie. Dobra nie ważne. Klaus nie pozwolił Caroline płakać. O mnie mowy nie było". Później zaczęłam sama z siebie się śmiać. Jestem wyjątkowo wesołą osobą, ale przy tym nie umiałam nie płakać. Jeszcze jak sama że sobą się kłóciłam w myślach XD Knuję już co by się mogło wydarzyć w kolejnym rozdziale. Oczywiście końcówka pisana o 2:40 że względu na to, że ja już teraz sobie rozpoczęłam wakacje i wstawać rano nie muszę, co oznacza że mogę pisać. A najlepiej tworzy mi się właśnie w nocy. Nie wiem jakie są efekty, bo osobiście średnio mi się podoba. Macie tu aska jak coś piszcie ;3 ask.fm/monia_rudzielec
Mam nadzieję że cię nie zawiodłam. Wiem, nie wyszło perfekcyjnie, ale to mój pierwszy blog no i muszę ci podziękować po raz kolejny bo tak naprawdę miałam już nie pisać dalej bo straciłam chęci, ale tak pomyślałam, że i tak nic nie robię wiec coś utworzyłam. W dużej mierze to ty nakłoniłaś mnie do pisania dalszej części opowiadania. Pozdrawiam cię no i przesyłam buziaki ;* <3 <3 <3
PS. Monia ostatnio beksa cały czas ryczy i czytając jeden z twoich komentarzy miała łzy w oczach. Oczywiście było mi tak miło, że się popłakałam, a nie smutno czy coś. Jeśli będą powodzie to, to jedynie moja wina XD Przepraszam! XD
OGŁOSZENIE
Dziś wieczorkiem powinnam dodać rozdział. Nie wyszedł on genialnie, ale mam nadzieję że nie będziecie zawiedzieni. Pooozdrawiam <3
poniedziałek, 16 czerwca 2014
ROZDZIAŁ 4
-Jestem Kelly, siostra Cassie. Jestem pewna, że zabicie mnie tu i teraz byłoby największym błędem w waszym życiu. - rzekła pewnie kobieta. Klaus nie zbyt przejął się słowami czarnowłosej. W wampirzym tempie oparł ją o ścianę i zaczął dusić. W tej chwili odezwała się Caroline:
-Wysłuchajmy jej!
-Dlaczego mamy to niby robić Care? - zapytał Niklaus.
-Może dlatego, że cię o to proszę i jeśli poczekasz z jej zabiciem 10 minut nic się nie stanie.- powiedziała wściekła. Wiedziała że Klaus jej posłucha. Już po chwili Kelly uwolniona z uścisku zaczęła ciężko oddychać.
-Zastanawia was pewnie dlaczego tu przyszłam. Nie mam złych zamiarów. Chcę wszystko wyjaśnić. Cassie poszukiwała księgi waszej matki. - w tym momencie wskazała na Rebekę i Klausa. - Popełniła błąd przyjeżdżając tutaj i uparcie próbując zdobyć księgę. Ale teraz...ona nie żyje. Zostałam sama. - powiedziała a po jej policzku spłynęła samotna łza.
- A co z twoim rodzeństwem. Cassie wspomniała że chciała księgę dla SIÓSTR.- powiedziała zdenerwowana Caroline.
-Moje rodzeństwo, Natalie i Gabrielle...również nie żyją. Umarły 7 lat temu. Pozwólcie że opowiem wam całą naszą historię.- powiedziała i już po chwili zaczęła opowiadać.- Dokładnie 14 lat temu zachorowała nasza matka Jasmine po czym umarła. Nasz ojciec Rafael twierdząc że będzie dla nas złym ojcem wyjechał. Zostawił nas same. Najstarszą Gabrielle-17 lat, mnie i Natalie-bliźniaczki 13 lat i najmłodszą Cassie-9 lat. Wszystkie byłyśmy czarownicami oprócz Casidy. Miała 4 latka kiedy matka ją przygarnęła. Jej rodzina pochodziła z rodu wilkolaków. Postanowiła się nią zająć. Od śmierci matki i wyjazdu ojca trzymałyśmy się razem. Natalie i Gabrielle znalazły zaklęcia matki i potajemnie chciały sprowadzić ją do świata żywych. Niestety umarły gdyż magia którą się posługiwały była dla nich zbyt silna. Zostałyśmy same z Cassie. Postanowiłam zostawić czary więc w wieku 20 lat stałam się wampirem. Klaus...znalazł Cassie i jako że była wilkołakiem zmienił ją w hybrydę. Wśród czarownic moja siostra znalazła Bernadettę. W zamian za księgę czarów Esther, Betty miała wskrzesić moje siostry i matkę. Byłam przeciwko temu jednak ona i tak starała się to zrobić. Porwała Caroline i wstrzyknęła jej jakąś truciznę przygotowaną przez wiedźmę. Dzięki temu jad wilkołaka pozostawał w jej organizmie mimo krwi Klausa. Myślę, że mogę ukraść Betty zaklęcie odwracające tamto ale sama sobie nie poradzę. - powiedziała poważnie.-Bernadetta jest dosyć silna jak na swój wiek. Będziemy musieli ją zaskoczyć. Gdy ja z nią będę rozmawiać ty wejdziesz i ukradniesz zaklęcie.- wskazała na Klausa.
-Świetnie. Ale pozwól, że to zrobimy jutro wybierz sobie jakiś pokój a ja zaopiekuję się Care. Nie zawracaj mi więcej głowy. Jak coś pytaj mojej siostry. - rzekł Klaus stając obok Caroline.
-Ej! Czemu to ja zawsze mam się zajmować gośćmi?!- krzyknęła Bekah i rzuciła w brata wazonem. Ten sprytnie go złapał i odstawił na swoje miejsce. Nie odpowiedział na pytanie tylko zabrał Caroline na górę. Dziewczyna tylko uśmiechnęła się do pierwotnej po czym poszła za Klausem.
-Zdążyłam się już przyzwyczajać do tego pokoju.- Care pokazała na drzwi tymczasowej sypialni. Klaus uśmiechnął się po czym otworzył drzwi i przepuścił blondynkę.
-Dlaczego wczoraj mnie unikałaś?- zapytał pierwotny bez owijania w bawełnę.
-Nie rozumiem o czym mówisz. - rzekła drżącym głosem Care i wyminęła pierwotnego stając przed oknem. Ten złapał ją za ramię i odwrócił w swoją stronę. Dzieliło ich dosłownie kilka centymetrów.
-Wiesz o co chodzi. Najpierw odwiedzasz mnie i szukasz pocieszenia które chętnie ci dałem, a później wychodzisz z mojego domu obrażona. -powiedział Klaus.
- Podziękowałam ci. Pomogłeś mi i dlatego mam całą wieczność spędzić u twojego boku? Moi znajomi ledwo akceptują naszą przyjaźń. Jedyny Stefan w zupełności toleruje ciebie i nasze relacje, ale teraz jak na razie go nie ma. Nie mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać o tym co czuję. -mówiła bez namysłu Caroline.
-A co czujesz? - zapytał niepewnie Klaus. Dziewczyna nie odpowiedziała. - Odpowiesz czy mam to z ciebie wydusić? - zapytał kolejny raz pierwotny. Blondynka zaśmiała się:
-Jak niby chcesz to wydusić? Zwiążesz mnie? Zamkniesz? Zdejmiesz pierścień i wystawisz na działanie promieni słonecznych? -wyliczała Care. Wiedziała że pierwotny nic z tych rzeczy by jej nie zrobił.
-Nie jestem tak okrutny. Nie dla ciebie. Wolę bardziej...delikatne sposoby. - dziewczyna zaśmiała się nie wiedząc co ma na myśli Klaus. Doslownie po sekundzie poczuła za swoich ustach wargi pierwotnego. Odwzajemniła pocałunek. Nie wiedziała czemu to zrobiła. Wiedziała że jakby jej przyjaciele widzieli to co teraz robi odwrócili by się od niej na wieki, ale to się dla niej teraz nie liczyło. Liczył się tylko Klaus i ona. Musiała przyznać że pierwotny całował wspaniale. Po chwili Klaus odsunął się od niej i spojrzał na nią uśmiechając się.
-Jak mówiłem wolę bardziej delikatne sposoby.-rzekł i wyszedł z pokoju dziewczyny. Ta tylko uśmiechnęła się do siebie i zamknęła oczy myśląc o tym co przed chwilą zrobiła. Odwzajemniła jego pocałunek! Chwilę potem się ocknęła. Ona pocałowała Klausa. Przyjaciele jej tego nie wybaczą. Złapała się za głowę po czym upadła na łóżko rozmyślając nad tym jak powie swoim bliskim o tym co zrobiła. W tej samej chwili na dół zeszedł Klaus. Jego siostra tylko usmiechnela się znacząco i poszła na górę do pokoju Caroline. Zapukala do drzwi po czym weszła. Zauważyła leżącą Care która kątem oka spogladala na pierwotną. Bekah wskoczyla na łóżko łapiąc przyjaciółkę za ręce i podnosząc do pozycji siedzącej.
-Kto by pomyślał. Mój brat delikatny.- rzekła Bex uśmiechając się szeroko do Care.
-Bądź cicho! Nie wiem dlaczego odwzajemnilam pocałunek jeśli o to ci chodzi. - tłumaczyła się blondynka.
-Jasne, jasne. Nic nie czujesz do Klausa. Oczywiście że nie. - drwila pierwotna.
-Nawet jeśli coś do niego czuje to najlepiej jak o nim zapomnę. Moi przyjaciele nie pozwoliliby na to bym się z nim spotykała.- powiedziała Caroline.
-Potrzebujesz ich pozwolenia?! Po za tym gdzie są twoi PRZYJACIELE? No tak Elena pewnie zabawia się teraz z Damonem a Bonnie zapewne planuje wymordowanie mnie i mojej rodziny. -rzekła Rebekah. Care chciała zaprzeczyć ale w głębi serca wiedziała że pierwotna ma rację. Spuściła głowę na dół po czym spojrzała na Bexy.
-Zmienmy temat. Co powiesz na zakupy? - zaproponowała Caroline.
-Świetny pomysł! -krzyknęła pierwotna. Już po chwili zeszły na dół i skierowały się do drzwi. Care spojrzała się na Klausa i usmiechnela się do siebie. Wyszły z rezydencji i będąc już oddalone trochę od posiadłości Rebekah powiedziała głośno:
-Nie Caroline, oczywiście nic nie czujesz do Klausa. - obie zaczęły się śmiać po czym uslyszaly głos za sobą:
-Kto by pomyślał. Caroline i Rebekah. Najlepsze przyjaciółki. Mniejsza o to. Lepiej zastanówmy się nad słowami twojej przyjaciółki Barbie. Czujesz coś do Klausa blondi?- Care nie wiedziała co odpowiedzieć na pytanie Damona. Pierwotna widząc zakłopotanie przyjaciółki odepchnęła Salvatora i rzekła:
-Nie powinno cię to obchodzić. Właśnie psujesz nam wypad na zakupy a na to nie pozwolę.- usmiechnela się sztucznie do Damona po czym skręciła mu kark i rzuciła w stronę lasku.-Idziemy. - powiedziala Bekah i obie zaczęły się śmiać. W towarzystwie Rebeki Care czuła się swobodniej niż przy kimkolwiek innym. Czuła że może jej się wygadać. Wiedziała że może jej mimo wszystko zaufać. Po zakupach postanowiły wejść do Mystic Grilla i się napić. Rebekah za barem zauważyła Matta. Pociągnęła za sobą Care i podeszła uśmiechając się do chłopaka. Ten zignorował to i przywitał się z przyjaciółka. Caroline widząc jak Bex nagle posmutniala rzekła:
-Hej! Matt! Czemu tak bardzo nie lubisz Rebeki?
-A czemu mam ją lubić?- zapytał.
-Może dlatego że o ciebie zabiega a ty nawet nie odwajemniles jej uśmiechu. - powiedziała Care. Matt spojrzał na dół po czym podszedł do Rebeki i rzekł:
-Przepraszam. Nie powinienem być dla ciebie taki oschły. To moi znajomi mają o tobie złe zdanie. Ja nigdy nie miałem. Chrzanic ich. Chcialabys wybrać się że mną na szkolny bal za 2 tygodnie?- rzekł spoglądając na usmiechajaca się w ich stronę Caroline.
-Jasne! W końcu sama nie wiedziałam z kim się wybrać.- usmiechnela się szeroko i spojrzała na Care. Po chwili Matt poszedł na zaplecze odpakowac kartony z alkocholem.
-Słodko razem wygladacie.- rzekła Caroline do Rebeki. Ta zasmiala się i obie zaczęły pić. Cały wieczór spędziły razem. Pozniej Care źle się poczuła. Nie z powodu alkocholu, a dlatego że rana znowu się pojawiła powodując nieprzyjemne objawy. Szybko dotarły do domu pierwotnych po czym Caroline poszła do swojego pokoju dziękując Rebece za miły dzień.
-Hej Care! Jak się czujesz?- zapytał z troską Klaus.
-Nie zbyt dobrze.- powiedziała dziewczyna. Już po chwili obok niej usiadł Niklaus częstując ją swoją krwią. Gdy wypila wystarczająco zasnela wycieńczona w ramionach pierwotnego. Położył ją, po czym sam znalazł się obok niej przyciągając ją bliżej siebie.
Zalozyl jej kosmyk blond włosów za ucho po czym pocałował ją w czoło i sam usnął. Pragnął zasypiać przy niej codziennie, ale wiedział, że Care nie prędko mu na to pozwoli...