Był ranek. Caroline obudziła się, ale nie było obok niej pierwotnego. Podniosła się do pozycji siedzącej i zauważyła kartkę na szafce. Szybko wzięła ją do ręki i przeczytała treść:
"Kochanie! Poszedłem do znanej mi czarownicy porozmawiać z nią na temat zaklęcia. Mam nadzieję że wybaczysz mi to że nie jestem teraz przy tobie. Postaram się wrócić jak najszybciej.
Klaus"
Caroline uśmiechnęła się sama do siebie po czym podniosła się z łóżka. Skierowała się w stronę szafy. Wzięła bieliznę i letnią, zwiewną sukienkę do kolan koloru kremowego po czym poszła do łazienki. Weszła do kuchni i jak zawsze nie zauważyła swojej mamy. Nie pamięta nawet kiedy z nią ostatnio rozmawiała. Zajrzała do lodówki i wyciągnęła woreczek z krwią. Opóźniła szybko i rzuciła do kosza. Miała ochotę z kimś się napić, porozmawiać.
-Kto mógłby być idealnym partnerem do kieliszka? Jasne że Damon.- pomyślała i wybrała numer do bruneta.
-Hej Blondi co tam?
-Masz może chwilę?
-Zależy o co chodzi.
-Chciałam się z tobą napić.
-Cóż za niespodzianka. Nasz kochany pierwotny nie będzie zazdrosny jeśli cię zaproszę do siebie? Dziwne w ogóle że cię wypuścił z łóżka.
-Damon! To jak?
-Będę czekał w domu.
-Zaraz przyjdę.
Po skończeniu rozmowy Caroline przeczesała włosy i ruszyła w stronę pensjonatu Salvatorow. Już zaraz pojawiła się pod drzwiami. Damon otworzył i w tym samym momencie Caroline wyjęła zza pleców butelkę szkockiej. Damon chwilę później pokazał w ręce dwie butelki alkoholu. Uśmiechnęli się do siebie i już po chwili siedzieli w salonie pijąc alkohol. Rozmawiali, śmiali się, choć często rozmowa polegała na dogryzaniu Caroline przez Damona. Po chwili zadzwonił telefon Care.
-Twój ukochany już się stęsknił?
-Zamknij się. - powiedziała szybko i odebrała.
-Hej.
-Hej skarbie, gdzie jesteś?
-U Damona.
-Spokojnie, nie zdradza cię ze mną.-krzyknął Damon. Wiedział że Klaus go usłyszy.
-To na pewno. -powiedział pierwotny.-Musimy porozmawiać Caroline.
-Czy to nie może poczekać. Naprawdę świetnie się bawię.
-Z Damonem?
-Tak, z nim. Nie możesz mnie więzić cały dzień w domu. Daj mi godzinę.
-Dobrze. Do zobaczenia kochanie.
-Kocham cię!- krzyknęła ucieszona.
-Ja ciebie też.- powiedział z czułością.
Po skończonej rozmowie pili już ponad godzinę. Caroline straciła poczucie czasu. Po chwili usłyszeli otwierające się drzwi. Zobaczyli w nich pierwotnego.
-Caroline?
-Straciłam poczucie czasu. Przepraszam.
-Chodź kochanie. Jesteś już zbyt pijana.
-Nie prawda.- powiedziała i spróbowała podejść do ukochanego ale potknęła się i gdyby nie Klaus upadłaby z hukiem na ziemię. W tym momencie w domu Salvatorow pojawiła się Elena.
-Jak słodko.- mruknęła do siebie patrząc na Caroline w ramionach Klausa.
-Nie możesz jej o nic obwiniać Eleno.- powiedział spokojnie Damon.
-To nie ja spotykam się z potworem!- krzyknęła. Prawdopodobnie gdyby nie to że Klaus trzymał w ramionach ukochaną rzuciłby się od razu na Gilbertównę.
-Nie?- zapytał Salvatore.- Wydawało mi się że ze mną jesteś.
-Ty nie jesteś potworem Damon!
-Mylisz się. Jestem wampirem! Tak jak i Klaus mam na rękach krew niewinnych ludzi. Nie mów więc że jestem dobrym materiałem na partnera życiowego. Mimo, że jestem zły, zabijam, ty mi to wszystko wybaczyłaś. Dałaś mi szansę. Czy nie jesteś ze mną szczęśliwa?
-Oczywiście, że jestem, Damon...
-Więc czemu nie chcesz by twoja przyjaciółka była szczęśliwa? Czemu nie akceptujesz jej wyborów?!- krzyknął. Klaus i Caroline spojrzeli na Damona zdziwieni.
-Zabierz mnie stąd.- powiedziała cicho Care do pierwotnego. Gdy Niklaus z ukochaną wychodzili, blondynka cicho rzekła do Damona wiedząc że ją usłyszy:
-Dziękuje.
Ten tylko kiwnął głową i uśmiechnął się do niej. Już po chwili Caroline przytulona do hybrydy siedziała na sofie w rezydencji Mikealsonow.
-Jestem kompletnie pijana.-na te słowa Klaus uśmiechnął się i pocałował w głowę swoją ukochaną.
-Sama chciałaś.
-Czego się dowiedziałeś od tej czarownicy?
-Odzyskałem zaklęcie, ale jest pewien problem.Wykonanie zaklęcia będzie trudniejsze niż myślałem.
-Ponieważ...?
-Ponieważ musi je wykonać ta czarownica która wykonała tamto zatruwające twoją krew.
-Bernadetta...-powiedziała smutno.
-Tak. Musimy ją odnaleźć.
-I nie będziecie musieli zbytnio szukać.- rzekła kobieta która pojawiła się w głowę salonie.
-I ty tak po prostu nam pomożesz? Nie masz w tym żadnego celu?-zapytała Care.
-Chcę spłacić swoje długi.-odpowiedziała wiedźma.
- Nie jestem głupi. Wiedźmy nie robią nic bezinteresownie. Na pewno chcesz czegoś w zamian.- powiedział pierwotny.
-Owszem. Wolności.
-W takim razie wieczorem wykonasz zaklęcie.-powiedział Niklaus.
-Dobrze.
Delikatnie złapał za rękę Care i poprowadził ją do swojej sypialni.
-Ufasz jej?-zapytała wampirzyca.
-Nie. Ale nie pozwolę żeby coś ci się stało kochanie.-powiedział po czym pocałował dziewczynę czule i przytulił ją do siebie.
Był wieczór. Caroline schodziła na dół po schodach mocno trzymając za rękę Klausa.
-Już wszystko przygotowałam. Potrzeba tylko twojej krwi Caroline. -rzekła. Blondynka podeszła do Betty i podała jej swoją dłoń. Czarownica nożem przecięła rękę blondynki robiąc przy tym ranę z której krew wlała się do niewielkiego naczynia. Bernadetta zaczęła wymawiać jakieś słowa po łacinie. Świece mocniej zapłonęły a wiedźma włożyła swoją dłoń do miseczki z krwią i złapała Caroline za rękę. Dziewczyna spojrzała na czarownicę wystraszona. Po chwili świece zgasły a blondynka upadła na podłogę bezsilna. Nie czekając na nic podbiegł do niej pierwotny, który wziął ją na ręce i położył na kanapie.
-Gotowe. Czy mogę już iść?
-Czy naprawdę jesteś taka głupia? Nie wypuszczę cię stąd dopóki nie będę wiedział, że mojej ukochanej nic nie jest.
- Jak chcesz to zrobić? Jeśli tylko mnie dotkniesz, mogę sprawić, że poczujesz okropny ból.
-Bez obaw. Nie będę musiał tego robić.
-Więc jak chcesz mnie tu zatrzymać.
-Pozwól, że kogoś ci przedstawię.- zza ściany wyłoniła się kobieta ubrana w obcisłą bluzkę z dużym dekoltem, czarne rurki, oraz wysokie szpilki. Miała czarne włosy i dosyć mocny makijaż. - To jest Annie. Moja droga przyjaciółka z Chicago.
-A kim niby ona jest?
-Jestem czarownicą kochana. Miło mi cię widzieć ponownie, Klaus. Dopilnuję by, ta nieszczęsna kobieta została tu w rezydencji tyle czasu ile będzie trzeba.
-Dziękuję Ann. Będę miał u ciebie dług.
-Oj przestań. Przyjaciele muszą sobie pomagać.
-Wybacz, ale muszę sprawdzić co z moją ukochaną.
-Jasne. Mam tylko pytanie. Czy mogę korzystać z twojego barku?
-Oczywiście. Wszystkie alkohole są dla ciebie dostępne.
-Świetnie.
Już po chwili Klaus przeniósł Caroline do swojej sypialni. Po godzinie, może dwóch dziewczyna się przebudziła i spojrzała w stronę pierwotnego.
-Jak się czujesz, kochanie?-powiedział z troską w głosie.
-Przepraszam, ale nie mam pojęcia kim jesteś.
*******************
Hej :3 Nie jest to genialny rozdział , ale chciałam wstawić go dzisiaj . Jak myślicie? Czy Klaus odpuści Betty to co zrobiła? :D Pozdrawiam! <3 Soul dziękuję ci za wszystkie opinie *.* Kooocham :* <3
"Nie jest to genialny" Dziewczyno jest świetny <3 Czekam NN !
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie na nowy :-) http://wefoundlove-klaroline.blogspot.com/
Znalazłam przed chwilą twój blog, jest super ^^
OdpowiedzUsuńCzekam na next ;33
PS. Zapraszam do siebie http://nowahistioriaklaroline.blogspot.com/
Świetny blog! Na moim dałam Ci aska
OdpowiedzUsuńKocham twoje opowiadanie <3 Kiedy dodasz nastepny rozdzial? :)
OdpowiedzUsuńNa prawdę nie wiem czy kiedyś napiszę nowy rozdział. Z pisaniem tego bloga skończyłam jakiś czas temu i nie myślałam o powrocie. Jak tylko wróci mi chęć do kontynuowania tego opowiadania napiszę i wstawię nowy rozdział. Nie wiem jednak kiedy i czy to w ogóle nastąpi :/ Przepraszam... :c
Usuń