Koooochani! <3
Jadę do Wrocławia na imprezę zwaną Meet Up czyli spotkanie z youtuberami, więc w najbliższym czasie nie dodam rozdziału. Nie mogłam też wcześniej zebrać się do pisania, a nie chcę zmuszać się do tego, wolę pisać i czerpać z tego przyjemność. Będę jednak na asku, więc jeśli ktoś chce to niech pyta, zapraszam: ask.fm/monia_rudzielec. Wracam w niedzielę 27.07 więc niedługo.
Tak na marginesie. Czy tylko ja nie cieszę się ze ślubu Josepha? Według mnie jest dla niego troszku (nie chcę żeby to bardzo źle zabrzmiało ale...) za stara... No i nie za bardzo do siebie pasują. Hmm...albo po prostu sobie to wmawiam i cholernie jej zazdroszczę XD
Miłej reszty naszych cudownych, ale za krótkich wakacji, bawcie się dobrze, korzystajcie z każdego dnia no i papa <3333
czwartek, 24 lipca 2014
niedziela, 13 lipca 2014
ROZDZIAŁ 10
Był ranek. Caroline obudziła się, ale nie było obok niej pierwotnego. Podniosła się do pozycji siedzącej i zauważyła kartkę na szafce. Szybko wzięła ją do ręki i przeczytała treść:
"Kochanie! Poszedłem do znanej mi czarownicy porozmawiać z nią na temat zaklęcia. Mam nadzieję że wybaczysz mi to że nie jestem teraz przy tobie. Postaram się wrócić jak najszybciej.
Klaus"
Caroline uśmiechnęła się sama do siebie po czym podniosła się z łóżka. Skierowała się w stronę szafy. Wzięła bieliznę i letnią, zwiewną sukienkę do kolan koloru kremowego po czym poszła do łazienki. Weszła do kuchni i jak zawsze nie zauważyła swojej mamy. Nie pamięta nawet kiedy z nią ostatnio rozmawiała. Zajrzała do lodówki i wyciągnęła woreczek z krwią. Opóźniła szybko i rzuciła do kosza. Miała ochotę z kimś się napić, porozmawiać.
-Kto mógłby być idealnym partnerem do kieliszka? Jasne że Damon.- pomyślała i wybrała numer do bruneta.
-Hej Blondi co tam?
-Masz może chwilę?
-Zależy o co chodzi.
-Chciałam się z tobą napić.
-Cóż za niespodzianka. Nasz kochany pierwotny nie będzie zazdrosny jeśli cię zaproszę do siebie? Dziwne w ogóle że cię wypuścił z łóżka.
-Damon! To jak?
-Będę czekał w domu.
-Zaraz przyjdę.
Po skończeniu rozmowy Caroline przeczesała włosy i ruszyła w stronę pensjonatu Salvatorow. Już zaraz pojawiła się pod drzwiami. Damon otworzył i w tym samym momencie Caroline wyjęła zza pleców butelkę szkockiej. Damon chwilę później pokazał w ręce dwie butelki alkoholu. Uśmiechnęli się do siebie i już po chwili siedzieli w salonie pijąc alkohol. Rozmawiali, śmiali się, choć często rozmowa polegała na dogryzaniu Caroline przez Damona. Po chwili zadzwonił telefon Care.
-Twój ukochany już się stęsknił?
-Zamknij się. - powiedziała szybko i odebrała.
-Hej.
-Hej skarbie, gdzie jesteś?
-U Damona.
-Spokojnie, nie zdradza cię ze mną.-krzyknął Damon. Wiedział że Klaus go usłyszy.
-To na pewno. -powiedział pierwotny.-Musimy porozmawiać Caroline.
-Czy to nie może poczekać. Naprawdę świetnie się bawię.
-Z Damonem?
-Tak, z nim. Nie możesz mnie więzić cały dzień w domu. Daj mi godzinę.
-Dobrze. Do zobaczenia kochanie.
-Kocham cię!- krzyknęła ucieszona.
-Ja ciebie też.- powiedział z czułością.
Po skończonej rozmowie pili już ponad godzinę. Caroline straciła poczucie czasu. Po chwili usłyszeli otwierające się drzwi. Zobaczyli w nich pierwotnego.
-Caroline?
-Straciłam poczucie czasu. Przepraszam.
-Chodź kochanie. Jesteś już zbyt pijana.
-Nie prawda.- powiedziała i spróbowała podejść do ukochanego ale potknęła się i gdyby nie Klaus upadłaby z hukiem na ziemię. W tym momencie w domu Salvatorow pojawiła się Elena.
-Jak słodko.- mruknęła do siebie patrząc na Caroline w ramionach Klausa.
-Nie możesz jej o nic obwiniać Eleno.- powiedział spokojnie Damon.
-To nie ja spotykam się z potworem!- krzyknęła. Prawdopodobnie gdyby nie to że Klaus trzymał w ramionach ukochaną rzuciłby się od razu na Gilbertównę.
-Nie?- zapytał Salvatore.- Wydawało mi się że ze mną jesteś.
-Ty nie jesteś potworem Damon!
-Mylisz się. Jestem wampirem! Tak jak i Klaus mam na rękach krew niewinnych ludzi. Nie mów więc że jestem dobrym materiałem na partnera życiowego. Mimo, że jestem zły, zabijam, ty mi to wszystko wybaczyłaś. Dałaś mi szansę. Czy nie jesteś ze mną szczęśliwa?
-Oczywiście, że jestem, Damon...
-Więc czemu nie chcesz by twoja przyjaciółka była szczęśliwa? Czemu nie akceptujesz jej wyborów?!- krzyknął. Klaus i Caroline spojrzeli na Damona zdziwieni.
-Zabierz mnie stąd.- powiedziała cicho Care do pierwotnego. Gdy Niklaus z ukochaną wychodzili, blondynka cicho rzekła do Damona wiedząc że ją usłyszy:
-Dziękuje.
Ten tylko kiwnął głową i uśmiechnął się do niej. Już po chwili Caroline przytulona do hybrydy siedziała na sofie w rezydencji Mikealsonow.
-Jestem kompletnie pijana.-na te słowa Klaus uśmiechnął się i pocałował w głowę swoją ukochaną.
-Sama chciałaś.
-Czego się dowiedziałeś od tej czarownicy?
-Odzyskałem zaklęcie, ale jest pewien problem.Wykonanie zaklęcia będzie trudniejsze niż myślałem.
-Ponieważ...?
-Ponieważ musi je wykonać ta czarownica która wykonała tamto zatruwające twoją krew.
-Bernadetta...-powiedziała smutno.
-Tak. Musimy ją odnaleźć.
-I nie będziecie musieli zbytnio szukać.- rzekła kobieta która pojawiła się w głowę salonie.
-I ty tak po prostu nam pomożesz? Nie masz w tym żadnego celu?-zapytała Care.
-Chcę spłacić swoje długi.-odpowiedziała wiedźma.
- Nie jestem głupi. Wiedźmy nie robią nic bezinteresownie. Na pewno chcesz czegoś w zamian.- powiedział pierwotny.
-Owszem. Wolności.
-W takim razie wieczorem wykonasz zaklęcie.-powiedział Niklaus.
-Dobrze.
Delikatnie złapał za rękę Care i poprowadził ją do swojej sypialni.
-Ufasz jej?-zapytała wampirzyca.
-Nie. Ale nie pozwolę żeby coś ci się stało kochanie.-powiedział po czym pocałował dziewczynę czule i przytulił ją do siebie.
Był wieczór. Caroline schodziła na dół po schodach mocno trzymając za rękę Klausa.
-Już wszystko przygotowałam. Potrzeba tylko twojej krwi Caroline. -rzekła. Blondynka podeszła do Betty i podała jej swoją dłoń. Czarownica nożem przecięła rękę blondynki robiąc przy tym ranę z której krew wlała się do niewielkiego naczynia. Bernadetta zaczęła wymawiać jakieś słowa po łacinie. Świece mocniej zapłonęły a wiedźma włożyła swoją dłoń do miseczki z krwią i złapała Caroline za rękę. Dziewczyna spojrzała na czarownicę wystraszona. Po chwili świece zgasły a blondynka upadła na podłogę bezsilna. Nie czekając na nic podbiegł do niej pierwotny, który wziął ją na ręce i położył na kanapie.
-Gotowe. Czy mogę już iść?
-Czy naprawdę jesteś taka głupia? Nie wypuszczę cię stąd dopóki nie będę wiedział, że mojej ukochanej nic nie jest.
- Jak chcesz to zrobić? Jeśli tylko mnie dotkniesz, mogę sprawić, że poczujesz okropny ból.
-Bez obaw. Nie będę musiał tego robić.
-Więc jak chcesz mnie tu zatrzymać.
-Pozwól, że kogoś ci przedstawię.- zza ściany wyłoniła się kobieta ubrana w obcisłą bluzkę z dużym dekoltem, czarne rurki, oraz wysokie szpilki. Miała czarne włosy i dosyć mocny makijaż. - To jest Annie. Moja droga przyjaciółka z Chicago.
-A kim niby ona jest?
-Jestem czarownicą kochana. Miło mi cię widzieć ponownie, Klaus. Dopilnuję by, ta nieszczęsna kobieta została tu w rezydencji tyle czasu ile będzie trzeba.
-Dziękuję Ann. Będę miał u ciebie dług.
-Oj przestań. Przyjaciele muszą sobie pomagać.
-Wybacz, ale muszę sprawdzić co z moją ukochaną.
-Jasne. Mam tylko pytanie. Czy mogę korzystać z twojego barku?
-Oczywiście. Wszystkie alkohole są dla ciebie dostępne.
-Świetnie.
Już po chwili Klaus przeniósł Caroline do swojej sypialni. Po godzinie, może dwóch dziewczyna się przebudziła i spojrzała w stronę pierwotnego.
-Jak się czujesz, kochanie?-powiedział z troską w głosie.
-Przepraszam, ale nie mam pojęcia kim jesteś.
*******************
Hej :3 Nie jest to genialny rozdział , ale chciałam wstawić go dzisiaj . Jak myślicie? Czy Klaus odpuści Betty to co zrobiła? :D Pozdrawiam! <3 Soul dziękuję ci za wszystkie opinie *.* Kooocham :* <3
"Kochanie! Poszedłem do znanej mi czarownicy porozmawiać z nią na temat zaklęcia. Mam nadzieję że wybaczysz mi to że nie jestem teraz przy tobie. Postaram się wrócić jak najszybciej.
Klaus"
Caroline uśmiechnęła się sama do siebie po czym podniosła się z łóżka. Skierowała się w stronę szafy. Wzięła bieliznę i letnią, zwiewną sukienkę do kolan koloru kremowego po czym poszła do łazienki. Weszła do kuchni i jak zawsze nie zauważyła swojej mamy. Nie pamięta nawet kiedy z nią ostatnio rozmawiała. Zajrzała do lodówki i wyciągnęła woreczek z krwią. Opóźniła szybko i rzuciła do kosza. Miała ochotę z kimś się napić, porozmawiać.
-Kto mógłby być idealnym partnerem do kieliszka? Jasne że Damon.- pomyślała i wybrała numer do bruneta.
-Hej Blondi co tam?
-Masz może chwilę?
-Zależy o co chodzi.
-Chciałam się z tobą napić.
-Cóż za niespodzianka. Nasz kochany pierwotny nie będzie zazdrosny jeśli cię zaproszę do siebie? Dziwne w ogóle że cię wypuścił z łóżka.
-Damon! To jak?
-Będę czekał w domu.
-Zaraz przyjdę.
Po skończeniu rozmowy Caroline przeczesała włosy i ruszyła w stronę pensjonatu Salvatorow. Już zaraz pojawiła się pod drzwiami. Damon otworzył i w tym samym momencie Caroline wyjęła zza pleców butelkę szkockiej. Damon chwilę później pokazał w ręce dwie butelki alkoholu. Uśmiechnęli się do siebie i już po chwili siedzieli w salonie pijąc alkohol. Rozmawiali, śmiali się, choć często rozmowa polegała na dogryzaniu Caroline przez Damona. Po chwili zadzwonił telefon Care.
-Twój ukochany już się stęsknił?
-Zamknij się. - powiedziała szybko i odebrała.
-Hej.
-Hej skarbie, gdzie jesteś?
-U Damona.
-Spokojnie, nie zdradza cię ze mną.-krzyknął Damon. Wiedział że Klaus go usłyszy.
-To na pewno. -powiedział pierwotny.-Musimy porozmawiać Caroline.
-Czy to nie może poczekać. Naprawdę świetnie się bawię.
-Z Damonem?
-Tak, z nim. Nie możesz mnie więzić cały dzień w domu. Daj mi godzinę.
-Dobrze. Do zobaczenia kochanie.
-Kocham cię!- krzyknęła ucieszona.
-Ja ciebie też.- powiedział z czułością.
Po skończonej rozmowie pili już ponad godzinę. Caroline straciła poczucie czasu. Po chwili usłyszeli otwierające się drzwi. Zobaczyli w nich pierwotnego.
-Caroline?
-Straciłam poczucie czasu. Przepraszam.
-Chodź kochanie. Jesteś już zbyt pijana.
-Nie prawda.- powiedziała i spróbowała podejść do ukochanego ale potknęła się i gdyby nie Klaus upadłaby z hukiem na ziemię. W tym momencie w domu Salvatorow pojawiła się Elena.
-Jak słodko.- mruknęła do siebie patrząc na Caroline w ramionach Klausa.
-Nie możesz jej o nic obwiniać Eleno.- powiedział spokojnie Damon.
-To nie ja spotykam się z potworem!- krzyknęła. Prawdopodobnie gdyby nie to że Klaus trzymał w ramionach ukochaną rzuciłby się od razu na Gilbertównę.
-Nie?- zapytał Salvatore.- Wydawało mi się że ze mną jesteś.
-Ty nie jesteś potworem Damon!
-Mylisz się. Jestem wampirem! Tak jak i Klaus mam na rękach krew niewinnych ludzi. Nie mów więc że jestem dobrym materiałem na partnera życiowego. Mimo, że jestem zły, zabijam, ty mi to wszystko wybaczyłaś. Dałaś mi szansę. Czy nie jesteś ze mną szczęśliwa?
-Oczywiście, że jestem, Damon...
-Więc czemu nie chcesz by twoja przyjaciółka była szczęśliwa? Czemu nie akceptujesz jej wyborów?!- krzyknął. Klaus i Caroline spojrzeli na Damona zdziwieni.
-Zabierz mnie stąd.- powiedziała cicho Care do pierwotnego. Gdy Niklaus z ukochaną wychodzili, blondynka cicho rzekła do Damona wiedząc że ją usłyszy:
-Dziękuje.
Ten tylko kiwnął głową i uśmiechnął się do niej. Już po chwili Caroline przytulona do hybrydy siedziała na sofie w rezydencji Mikealsonow.
-Jestem kompletnie pijana.-na te słowa Klaus uśmiechnął się i pocałował w głowę swoją ukochaną.
-Sama chciałaś.
-Czego się dowiedziałeś od tej czarownicy?
-Odzyskałem zaklęcie, ale jest pewien problem.Wykonanie zaklęcia będzie trudniejsze niż myślałem.
-Ponieważ...?
-Ponieważ musi je wykonać ta czarownica która wykonała tamto zatruwające twoją krew.
-Bernadetta...-powiedziała smutno.
-Tak. Musimy ją odnaleźć.
-I nie będziecie musieli zbytnio szukać.- rzekła kobieta która pojawiła się w głowę salonie.
-I ty tak po prostu nam pomożesz? Nie masz w tym żadnego celu?-zapytała Care.
-Chcę spłacić swoje długi.-odpowiedziała wiedźma.
- Nie jestem głupi. Wiedźmy nie robią nic bezinteresownie. Na pewno chcesz czegoś w zamian.- powiedział pierwotny.
-Owszem. Wolności.
-W takim razie wieczorem wykonasz zaklęcie.-powiedział Niklaus.
-Dobrze.
Delikatnie złapał za rękę Care i poprowadził ją do swojej sypialni.
-Ufasz jej?-zapytała wampirzyca.
-Nie. Ale nie pozwolę żeby coś ci się stało kochanie.-powiedział po czym pocałował dziewczynę czule i przytulił ją do siebie.
Był wieczór. Caroline schodziła na dół po schodach mocno trzymając za rękę Klausa.
-Już wszystko przygotowałam. Potrzeba tylko twojej krwi Caroline. -rzekła. Blondynka podeszła do Betty i podała jej swoją dłoń. Czarownica nożem przecięła rękę blondynki robiąc przy tym ranę z której krew wlała się do niewielkiego naczynia. Bernadetta zaczęła wymawiać jakieś słowa po łacinie. Świece mocniej zapłonęły a wiedźma włożyła swoją dłoń do miseczki z krwią i złapała Caroline za rękę. Dziewczyna spojrzała na czarownicę wystraszona. Po chwili świece zgasły a blondynka upadła na podłogę bezsilna. Nie czekając na nic podbiegł do niej pierwotny, który wziął ją na ręce i położył na kanapie.
-Gotowe. Czy mogę już iść?
-Czy naprawdę jesteś taka głupia? Nie wypuszczę cię stąd dopóki nie będę wiedział, że mojej ukochanej nic nie jest.
- Jak chcesz to zrobić? Jeśli tylko mnie dotkniesz, mogę sprawić, że poczujesz okropny ból.
-Bez obaw. Nie będę musiał tego robić.
-Więc jak chcesz mnie tu zatrzymać.
-Pozwól, że kogoś ci przedstawię.- zza ściany wyłoniła się kobieta ubrana w obcisłą bluzkę z dużym dekoltem, czarne rurki, oraz wysokie szpilki. Miała czarne włosy i dosyć mocny makijaż. - To jest Annie. Moja droga przyjaciółka z Chicago.
-A kim niby ona jest?
-Jestem czarownicą kochana. Miło mi cię widzieć ponownie, Klaus. Dopilnuję by, ta nieszczęsna kobieta została tu w rezydencji tyle czasu ile będzie trzeba.
-Dziękuję Ann. Będę miał u ciebie dług.
-Oj przestań. Przyjaciele muszą sobie pomagać.
-Wybacz, ale muszę sprawdzić co z moją ukochaną.
-Jasne. Mam tylko pytanie. Czy mogę korzystać z twojego barku?
-Oczywiście. Wszystkie alkohole są dla ciebie dostępne.
-Świetnie.
Już po chwili Klaus przeniósł Caroline do swojej sypialni. Po godzinie, może dwóch dziewczyna się przebudziła i spojrzała w stronę pierwotnego.
-Jak się czujesz, kochanie?-powiedział z troską w głosie.
-Przepraszam, ale nie mam pojęcia kim jesteś.
*******************
Hej :3 Nie jest to genialny rozdział , ale chciałam wstawić go dzisiaj . Jak myślicie? Czy Klaus odpuści Betty to co zrobiła? :D Pozdrawiam! <3 Soul dziękuję ci za wszystkie opinie *.* Kooocham :* <3
piątek, 11 lipca 2014
ROZDZIAŁ 9
Był wieczór. Caroline leżała przytulona do Klausa. Uśmiechała się. Nie żałowała swojej decyzji. Była bardzo szczęśliwa. Przespała się z Klausem i nie miała z tego powodu wyrzutów sumienia. Już nie interesowało jej co powie Elena. Czy to źle? Może powinna się z tym źle czuć.Chciała by Stefan wrócił, ale jego podróż się stale przedłużała. Ten wieczór chciała spędzić z kimś komu mogłaby się wygadać. Zdecydowała wybrać się gdzieś z Rebeką. Teraz jednak chciała nacieszyć się obecnością pierwotnego.
-Kochanie, jutro odzyskamy zaklęcie obiecuje. Tymczasem potrzebujesz mojej krwi.- powiedział głaskając Care po włosach.
-Poczekam na zaklęcie tak długo jak będzie trzeba.-odpowiedziała przygryzając wargę. Już po chwili była nad pierwotnym. Wgryzła się w jego szyję i zaczęła pić jego krew. Klaus delikatnie opuszkami palców gładził plecy dziewczyny. Gdy wypiła wystarczająco spojrzała na pierwotnego wzrokiem pełnym pożądania. Niklaus zamienił ich miejscami. Teraz to on był na górze napierając na ciało dziewczyny. Przyciągnęła go bliżej i pocałowała czule. Po chwili przerwała pocałunek i rzekła:
-Zostałabym tu najchętniej całe wieki. Z tobą. Postanowiłam jednak wybrać się gdzieś z Bex. Mam nadzieję że nie masz mi tego za złe.-spojrzała na pierwotnego. Ten pocałował ją delikatnie po czym powiedział:
-Liczę, że niedługo wrócisz.
-Oczywiście.- odpowiedziała i pocałowała go w usta po czym wyszła z pokoju. Wybrała numer Rebeki i zadzwoniła do niej schodząc po schodach.
-Hej Bekah. Gdzie jesteś?
-W Grillu.
-Będę tam za 20 min. Musimy pogadać.
-Więc do zobaczenia.
-Pa!
Care wzięła prysznic po czym pojawiła w Grillu. Zauważyła Rebekę w towarzystwie Matta.Rozmawiali jak prawdziwi przyjaciele. Na ich widok wampirzyca uśmiechnęła się i podeszła do nich.
-Oh, hej Care.- przywitała się pierwotna przytulając dziewczynę.
-Dobra nie będę wam przeszkadzał. Jak coś dzwoń Bekah. Na razie dziewczyny!
-Pa!- odpowiedziała pierwotna uśmiechając się przyjaźnie.-To o czym chciałaś pogadać?- dodała tym razem już do przyjaciółki.
-Co byś zrobiła jakbym ci powiedziała, że... pocałowałam twojego brata.
-Cóż... to było pewne, że kiedyś do tego dojdzie. Po za tym nie tylko raz się całowaliście. Nic nowego.- powiedziała uśmiechając się.
-A jakbym ci powiedziała, że się z nim przespałam?- zapytała lekko wystraszona.
-Serio?- spytała niepewnie Bexy.
-Tak...dzisiaj, jakoś tak pocałowałam go i później...sama wiesz, po za tym zdecydowałam, że mimo wszystko chcę z nim być!
-Wow! To świetnie!-krzyknęła Rebekah i przytuliła przyjaciółkę. Zaczęły rozmawiać, śmiać się, pić. Naprawdę świetnie się bawiły. Po chwili do Caroline podeszła Bonnie.
-Hej Caroline! Cieszę się, że cię widzę.
-Bonnie. Jeśli masz zamiar prawić mi kazania jaki to zły jest dla mnie Klaus to sobie oszczędź. Elena już cię wręczyła.
-Wręcz przeciwnie. Chciałabym cię za nią przeprosić. Skoro zdecydowałaś się być z Klausem to widocznie...może zasługuje na szansę.
-Miło z twojej strony Bonnie, ale jeśli Elena nie przyjdzie mnie osobiście przeprosić to może zapomnieć że jej wybaczę.
-W tym właśnie sęk. Ona nie ma zamiaru cię przepraszać. Sądzi że miała rację. Nie pomyślała, że ty i Klaus to podobna sytuacja jak ona i Damon...
-Czekaj. Elena i Damon są razem?
-Tak...od jakiegoś czasu.
-Nie ważne. Bonnie, cieszę się, że mnie rozumiesz. Skoro Elena nie jest tak wyrozumiała jak ty to nie ma co liczyć na naszą przyjaźń.
-Caroline, naprawdę przykro mi, że tak zostałaś potraktowana przez kogoś kto jeszcze niedawno podawał się za twoją przyjaciółkę.
-Nie trzeba. Radzę sobie. Dzięki Bonnie. Muszę lecieć. Jak coś masz mój numer. Pa!- powiedziała uściskała przyjaciółkę i ruszyła w stronę rezydencji Mikaelsonów. Po chwili dogoniła ją Rebekah.
-Wszystko okey?
-Tak. Nie martw się Bex.
-Hej! Rozumiem, że Elena była dla ciebie kimś ważnym, ale nie przejmuj się jej słowami. Zadbaj o swoje szczęście.
-Brakuje mi jej. Mimo wszystko za nią tęsknię.
-Przykro mi. Wiem jak blisko byłyście ze sobą. Kiedyś na pewno zrozumie że kochasz Klausa.- po tych słowach Rebeki, Care usiadła opierając się o drzewo i zaczęła płakać. Kiedyś. Brzmi jakby to była jakaś odległa przyszłość. Właśnie. Jak będzie wyglądała przyszłość młodej wampirzycy, która całe życie spędziła w na pozór, nudnym Mystic Falls. Nieliczni wiedzieli jednak o tym że to miasteczko skrywało wiele tajemnic. Nawet nie zauważyła kiedy jej policzki stały się całe mokre od łez.
-Co się stało? Powiedziałam coś nie tak?-spytała troskliwie Bexy.
-Nie, tylko... boję się.
-Czego?- zapytała pierwotna
-Tego, że mnie zostawi.
-Nie zostawi cię. Elena jest twoją przyjaciółką, zrozumie, że...
-Nie Elena. Klaus. Ma ponad 1000 lat. Pewnie miał już wiele takich jak ja. Pewnie zostawi mnie prędzej czy później. Będę dla niego tylko na chwilę.- rzekła jeszcze bardziej płacząc.
-Caroline! Nigdy nikogo nie darzył takim uczuciem. Jestem pewna, że cię kocha i na pewno cię nie zostawi. Zmienił się. Dla ciebie. Jeszcze kilka lat temu bym w to nie uwierzyła, że mój brat będzie w stanie pokochać, ale teraz, kiedy widzę go szczęśliwego z tobą, to... ja jestem pewna że cię kocha. To jak na ciebie patrzy. To jest niesamowite.- słowa pierwotnej lekko uspokoiły blondynkę. Już znacznie spokojniejsza odezwała się:
-Dziękuje!
-Za co?
-Za wsparcie i wszystko co dla mnie zrobiłaś. Pójdę do mojego domu. Muszę odpocząć.
-Oczywiście. Klaus na pewno cię zrozumie.
-Dobranoc. Przeproś go ode mnie. Obiecałam mu ze wrócę niedługo, ale... sama wiesz.
-Tak zrobię. Dobrej nocy Care.- przytuliła przyjaciółkę po czym każda poszła w swoją stronę. Mamy Caroline jak zawsze nie było w domu. Care zdążyła już odzwyczaić się od swojego pokoju. Weszła do swojej sypialni i usiadła na łóżku. Schowała głowę w dłonie i zaczęła łkać. Zastanawiała się czy to co powiedziała pierwotna może być prawdą. Na jedno ona jest siostrą Niklausa i zdecydowanie zna go bardzo dobrze, ale czy ona nie powiedziała tego tylko by ją pocieszyć. Położyła się i próbowała zasnąć ale nie mogła gdyż jej głowę zaprzątały myśli. Po chwili usłyszała pukanie do drzwi. Wycierając policzki z łez podeszła do drzwi wejściowych. Otworzyła je i ujrzała Klausa. Ten nie czekał na nic tylko podszedł do blondynki i ją przytulił. Dziewczyna wtuliła się w niego bardziej. Swoimi łzami zmoczyła koszulę pierwotnego. Po chwili odezwał się Klaus:
- Rebekah mi wszystko opowiedziała. Jak mogłaś pomyśleć że cię kiedykolwiek zostawię? - dziewczyna spoglądała na podłogę płacząc.-Spójrz na mnie Caroline.-na te słowa dziewczyna niepewnie spojrzała na pierwotnego, ten złapał jej twarz w dłonie i patrząc jej głęboko w oczy rzekł:
-Kocham Cię Caroline! Nigdy cię nie zostawie obiecuje. Jesteś dla mnie najcenniejszym skarbem.Kocham cię słyszysz?- Dziewczyna nie czekając na nic pocałowała ukochanego czule. Pierwotny odwzajemnił pocałunek po czym przytulił do siebie Care.
-Też cię kocham.-powiedziała nadal płacząc. Pierwotny kciukiem starł łzy spływające po policzkach dziewczyny i przytulając ją szepnął jej do ucha:
-Nie płacz kochanie.- po chwili Caroline leżała obok Klausa na łóżku wtulając się w jego tors. Już nie płakała. Byli blisko siebie. Caroline czuła gorący oddech pierwotnego na swojej szyi. Klaus potrafił sprawić ze dziewczyna czuła się lepiej. Po chwili zasnęła. Pierwotny ucałował ją w głowę po czym sam usnął.
*******************
Przepraszam, że nie dodałam tego rozdziału wcześniej, ale nie byłam do niego przekonana. Sytuacja Klaroline jest teraz cudowna, ale już niedługo się to zmieni. Nie będzie to z winy Klausa czy Caroline, ale przez kogoś Klaus będzie musiał ponownie zabiegać o względy Caroline. Od razu mówię, że to nikt z rodzeństwa pierwotnego. Chyba już za dużo "zaspojlerowałam". Napiszę kolejny rozdział to się dowiecie. Pozdrawiam kochani! :* <3
-Kochanie, jutro odzyskamy zaklęcie obiecuje. Tymczasem potrzebujesz mojej krwi.- powiedział głaskając Care po włosach.
-Poczekam na zaklęcie tak długo jak będzie trzeba.-odpowiedziała przygryzając wargę. Już po chwili była nad pierwotnym. Wgryzła się w jego szyję i zaczęła pić jego krew. Klaus delikatnie opuszkami palców gładził plecy dziewczyny. Gdy wypiła wystarczająco spojrzała na pierwotnego wzrokiem pełnym pożądania. Niklaus zamienił ich miejscami. Teraz to on był na górze napierając na ciało dziewczyny. Przyciągnęła go bliżej i pocałowała czule. Po chwili przerwała pocałunek i rzekła:
-Zostałabym tu najchętniej całe wieki. Z tobą. Postanowiłam jednak wybrać się gdzieś z Bex. Mam nadzieję że nie masz mi tego za złe.-spojrzała na pierwotnego. Ten pocałował ją delikatnie po czym powiedział:
-Liczę, że niedługo wrócisz.
-Oczywiście.- odpowiedziała i pocałowała go w usta po czym wyszła z pokoju. Wybrała numer Rebeki i zadzwoniła do niej schodząc po schodach.
-Hej Bekah. Gdzie jesteś?
-W Grillu.
-Będę tam za 20 min. Musimy pogadać.
-Więc do zobaczenia.
-Pa!
Care wzięła prysznic po czym pojawiła w Grillu. Zauważyła Rebekę w towarzystwie Matta.Rozmawiali jak prawdziwi przyjaciele. Na ich widok wampirzyca uśmiechnęła się i podeszła do nich.
-Oh, hej Care.- przywitała się pierwotna przytulając dziewczynę.
-Dobra nie będę wam przeszkadzał. Jak coś dzwoń Bekah. Na razie dziewczyny!
-Pa!- odpowiedziała pierwotna uśmiechając się przyjaźnie.-To o czym chciałaś pogadać?- dodała tym razem już do przyjaciółki.
-Co byś zrobiła jakbym ci powiedziała, że... pocałowałam twojego brata.
-Cóż... to było pewne, że kiedyś do tego dojdzie. Po za tym nie tylko raz się całowaliście. Nic nowego.- powiedziała uśmiechając się.
-A jakbym ci powiedziała, że się z nim przespałam?- zapytała lekko wystraszona.
-Serio?- spytała niepewnie Bexy.
-Tak...dzisiaj, jakoś tak pocałowałam go i później...sama wiesz, po za tym zdecydowałam, że mimo wszystko chcę z nim być!
-Wow! To świetnie!-krzyknęła Rebekah i przytuliła przyjaciółkę. Zaczęły rozmawiać, śmiać się, pić. Naprawdę świetnie się bawiły. Po chwili do Caroline podeszła Bonnie.
-Hej Caroline! Cieszę się, że cię widzę.
-Bonnie. Jeśli masz zamiar prawić mi kazania jaki to zły jest dla mnie Klaus to sobie oszczędź. Elena już cię wręczyła.
-Wręcz przeciwnie. Chciałabym cię za nią przeprosić. Skoro zdecydowałaś się być z Klausem to widocznie...może zasługuje na szansę.
-Miło z twojej strony Bonnie, ale jeśli Elena nie przyjdzie mnie osobiście przeprosić to może zapomnieć że jej wybaczę.
-W tym właśnie sęk. Ona nie ma zamiaru cię przepraszać. Sądzi że miała rację. Nie pomyślała, że ty i Klaus to podobna sytuacja jak ona i Damon...
-Czekaj. Elena i Damon są razem?
-Tak...od jakiegoś czasu.
-Nie ważne. Bonnie, cieszę się, że mnie rozumiesz. Skoro Elena nie jest tak wyrozumiała jak ty to nie ma co liczyć na naszą przyjaźń.
-Caroline, naprawdę przykro mi, że tak zostałaś potraktowana przez kogoś kto jeszcze niedawno podawał się za twoją przyjaciółkę.
-Nie trzeba. Radzę sobie. Dzięki Bonnie. Muszę lecieć. Jak coś masz mój numer. Pa!- powiedziała uściskała przyjaciółkę i ruszyła w stronę rezydencji Mikaelsonów. Po chwili dogoniła ją Rebekah.
-Wszystko okey?
-Tak. Nie martw się Bex.
-Hej! Rozumiem, że Elena była dla ciebie kimś ważnym, ale nie przejmuj się jej słowami. Zadbaj o swoje szczęście.
-Brakuje mi jej. Mimo wszystko za nią tęsknię.
-Przykro mi. Wiem jak blisko byłyście ze sobą. Kiedyś na pewno zrozumie że kochasz Klausa.- po tych słowach Rebeki, Care usiadła opierając się o drzewo i zaczęła płakać. Kiedyś. Brzmi jakby to była jakaś odległa przyszłość. Właśnie. Jak będzie wyglądała przyszłość młodej wampirzycy, która całe życie spędziła w na pozór, nudnym Mystic Falls. Nieliczni wiedzieli jednak o tym że to miasteczko skrywało wiele tajemnic. Nawet nie zauważyła kiedy jej policzki stały się całe mokre od łez.
-Co się stało? Powiedziałam coś nie tak?-spytała troskliwie Bexy.
-Nie, tylko... boję się.
-Czego?- zapytała pierwotna
-Tego, że mnie zostawi.
-Nie zostawi cię. Elena jest twoją przyjaciółką, zrozumie, że...
-Nie Elena. Klaus. Ma ponad 1000 lat. Pewnie miał już wiele takich jak ja. Pewnie zostawi mnie prędzej czy później. Będę dla niego tylko na chwilę.- rzekła jeszcze bardziej płacząc.
-Caroline! Nigdy nikogo nie darzył takim uczuciem. Jestem pewna, że cię kocha i na pewno cię nie zostawi. Zmienił się. Dla ciebie. Jeszcze kilka lat temu bym w to nie uwierzyła, że mój brat będzie w stanie pokochać, ale teraz, kiedy widzę go szczęśliwego z tobą, to... ja jestem pewna że cię kocha. To jak na ciebie patrzy. To jest niesamowite.- słowa pierwotnej lekko uspokoiły blondynkę. Już znacznie spokojniejsza odezwała się:
-Dziękuje!
-Za co?
-Za wsparcie i wszystko co dla mnie zrobiłaś. Pójdę do mojego domu. Muszę odpocząć.
-Oczywiście. Klaus na pewno cię zrozumie.
-Dobranoc. Przeproś go ode mnie. Obiecałam mu ze wrócę niedługo, ale... sama wiesz.
-Tak zrobię. Dobrej nocy Care.- przytuliła przyjaciółkę po czym każda poszła w swoją stronę. Mamy Caroline jak zawsze nie było w domu. Care zdążyła już odzwyczaić się od swojego pokoju. Weszła do swojej sypialni i usiadła na łóżku. Schowała głowę w dłonie i zaczęła łkać. Zastanawiała się czy to co powiedziała pierwotna może być prawdą. Na jedno ona jest siostrą Niklausa i zdecydowanie zna go bardzo dobrze, ale czy ona nie powiedziała tego tylko by ją pocieszyć. Położyła się i próbowała zasnąć ale nie mogła gdyż jej głowę zaprzątały myśli. Po chwili usłyszała pukanie do drzwi. Wycierając policzki z łez podeszła do drzwi wejściowych. Otworzyła je i ujrzała Klausa. Ten nie czekał na nic tylko podszedł do blondynki i ją przytulił. Dziewczyna wtuliła się w niego bardziej. Swoimi łzami zmoczyła koszulę pierwotnego. Po chwili odezwał się Klaus:
- Rebekah mi wszystko opowiedziała. Jak mogłaś pomyśleć że cię kiedykolwiek zostawię? - dziewczyna spoglądała na podłogę płacząc.-Spójrz na mnie Caroline.-na te słowa dziewczyna niepewnie spojrzała na pierwotnego, ten złapał jej twarz w dłonie i patrząc jej głęboko w oczy rzekł:
-Kocham Cię Caroline! Nigdy cię nie zostawie obiecuje. Jesteś dla mnie najcenniejszym skarbem.Kocham cię słyszysz?- Dziewczyna nie czekając na nic pocałowała ukochanego czule. Pierwotny odwzajemnił pocałunek po czym przytulił do siebie Care.
-Też cię kocham.-powiedziała nadal płacząc. Pierwotny kciukiem starł łzy spływające po policzkach dziewczyny i przytulając ją szepnął jej do ucha:
-Nie płacz kochanie.- po chwili Caroline leżała obok Klausa na łóżku wtulając się w jego tors. Już nie płakała. Byli blisko siebie. Caroline czuła gorący oddech pierwotnego na swojej szyi. Klaus potrafił sprawić ze dziewczyna czuła się lepiej. Po chwili zasnęła. Pierwotny ucałował ją w głowę po czym sam usnął.
*******************
Przepraszam, że nie dodałam tego rozdziału wcześniej, ale nie byłam do niego przekonana. Sytuacja Klaroline jest teraz cudowna, ale już niedługo się to zmieni. Nie będzie to z winy Klausa czy Caroline, ale przez kogoś Klaus będzie musiał ponownie zabiegać o względy Caroline. Od razu mówię, że to nikt z rodzeństwa pierwotnego. Chyba już za dużo "zaspojlerowałam". Napiszę kolejny rozdział to się dowiecie. Pozdrawiam kochani! :* <3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)